okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

twojmedyk.pl

sportportal.pl

trasymasy.pl

Reklama

pierwszy rower
pierwszy rower
strona główna >> Tam dalej są jaguary!

nowości

Elektryzujące urządzenie

Adapter Busch + Muller E-Werk służy do zasilania urządzeń elektronicznych (np. GPS, smartphone) energią dostarczaną z piasty z prądnicą. Gdy... »

Ciuszki pod spód

Accent pokazał dwie damskie „potówki”: koszulki Elene Lady w wersji z krótkim lub długim rękawem zostały wykonane z... »

Restrap: Torba podsiodłowa Restrap (14 litrów)

Pochodząca z Wielkiej Brytanii (a dokładnie z Yorkshire, czym dumnie się chwali) rodzinna firma, w swych przeznaczonych do bikepackingu torbach... »

Basama: Basama Sakpak uprząż + drybag (19 litrów)

Drugi w tym numerze zestaw do bikepackingu pochodzi z Czech i składa się z dwóch osobno sprzedawanych produktów: mocowanej do... »

poradniki

Szosą w teren

Rowery typu gravel właśnie przeżywają swoje pięć minut. Będąc swoistą wariacją na temat roweru szosowego i przełajowego, mają być... »

Korespondencja >> Boliwia: Tarija


Tam dalej są jaguary!

Wojciech Ganczarek
Tarija: od takich widoków trudno oderwać oczy
Piaszczysta gruntówka zawieszona nad stromym kanionem rzeki Pilcomayo staje do rywalizacji z trasą z La Paz do Coroico o tytuł drogi śmierci. Niekończące się podjazdy i zjazdy między kolejnymi dolinami przypominają bardziej pofałdowane Andy kolumbijskie niż monotonny boliwijski płaskowyż. Miasto Tarija zaskakuje elegancją, Valle de Concepción – winnicami, a na południu nikt nie spodziewa się tylu brzoskwiń i pomarańczy, co na trasie w kierunku Bermejo.
 
– Tam dalej są jaguary. O tak, są! I pumy. – To te w cętki? – Nie, w cętki to te drugie. –I chodzą ot tak, po drodze? – Jasne! – No ale to może w nocy raczej… – W nocy, w dzień chodzą, zawsze chodzą. – I pan już takiego widział? – A pewnie, co bym miał nie widzieć. Znacie te słupki na granicy, pomarańczowe takie? Przy jednym z takich słupków, no, jak stąd do tych worków stał. Na drzewie, w głąb jednostki, jakieś 200 metrów od szosy, wiszą nylonowe worki wypchane słomą. – Te worki treningowe? – Właśnie te! 
Bliżej, zaraz przy drodze, niszczeje betonowy budynek. –To może rozłożymy namiot tam, dla bezpieczeństwa, pod dachem? –O nie, to już teren wojskowy. Poza tym ten budynek jest pesado, ciężki… Mundurowy zaciąga wyraźnym, tonalnym akcentem z płaskowyżu. Co znaczy, że ciężki? Że straszy. Ile lat już ma, może 50, nikt tam nie wchodzi. Ponoć raz wszedł jeden szeregowy i oszalał, zwariował znaczy się. Wył potem całą noc.
Paragwajskie Chaco (kraina geograficzna w Ameryce Południowej, na pograniczu Boliwii, Paragwaju i Argentyny. Rozległa równina, rozciągająca się między rzeką Paragwaj a łańcuchem Andów – przyp. red.) jest suche i puste. Po przekroczeniu boliwijskiej granicy od razu widać więcej drzew. Jasne, że jesteśmy bliżej gór, bliżej wody – rzeki Pilcomayo, ale nie chodzi tylko o to. Po stronie paragwajskiej flora przydrożna to bardzo często tylko zasłona dla bezkresnych posiadłości ziemskich, gdzie wycięto w pień wszystko, co stało na drodze wypasowi bydła na eksport. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 
 


Zdjęcie: Wojciech Ganczarek