okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

twojmedyk.pl

sportportal.pl

trasymasy.pl

Reklama

pierwszy rower
pierwszy rower
strona główna >> Przerzutka

nowości

Limitowane buty

Rowerzyści uwielbiają limitowane edycje produktów – przynajmniej ci, którzy wyszukują nowości dla „Rowertouru”!... »

W drogę z ukochanym...

… pieskiem. Basil – znany producent sakw, koszy i akcesoriów do rowerów miejskich, zaprezentował koszyk na bagażnik,... »

Laweta dla cyklisty

Polska myśl techniczna nie ustaje w poszukiwaniach swojej niszy w rowerowym świecie. Mamy już świetne przyczepki pod sakwy, mamy sakwy, a... »

Dla wymagających

Nowa opona w rodzinie Schwalbe Marathon: GT Tour łączy zaawansowaną ochronę przed przebiciem (6/7 w skali Schwalbe Protection) z nowym profilem... »

Składak na doby

Słynne składaki amerykańskiej firmy DAHON będzie można w tym sezonie nie tylko kupować, ale też wypożyczać. Dzięki możliwości złożenia... »

Skutecznie i bez obijania

Zapięcie Axa Holding 1000 wyróżnia się możliwością wygodnego złożenia do niewielkich rozmiarów i umocowania na przykład na... »

poradniki

Lekka i oddychająca

Nikt z nas nie lubi, gdy mokra od potu odzież lepi się do ciała. Korzyści, jakie płyną ze stosowania termoaktywnego ubioru przemawiają za tym,... »

Qeridoo Kidgoo 2

 rowertest >> Qeridoo Kidgoo 2 »

Na finiszu


Przerzutka

Sławomir Bajew
 
Aha, czyli jak postawię rower do góry kółkami, to będzie odwrotnie – mamroczę pod nosem, żeby nie zgubić wątku. Obłożony archiwalnymi „Rowertourami”, wydrukowanymi z internetu artykułami, zapatrzony w youtubowych speców, zabrałem się do regulacji przerzutek. A bo mnie słaby w techniczne klocki brat zapytał, czy to trudne i odpowiedziałem pewnym głosem, że skąd, że dość proste. Starałem się też zawrzeć w głosie ton urażonej dumy, bo jak mnie, zaawansowanego wiekiem cyklotrotera można pytać o takie oczywiście oczywiste rzeczy. I dopóki sprawa była raczej hipotetyczna, nie było problemu. Chodziłem sobie w aurze wszystkowiedzącego i było mi pysznie, pysznie. Aż pewnego dnia, zupełnie ni z gruchy, ni z pietruchy, wytoczyła się z ust braterskich armata z pytaniem, czy umiałbym to zrobić? A przecież co innego wiedzieć, że coś nie jest trudne, a co innego potrafić to zrobić. Ciut (eufemizm) spanikowałem. Moja odpowiedź nie była już tak pewna. To był raczej pomruk, składający się z nut rozdrażnienia, strachu i zdenerwowania. Nie miałem za dużo czasu, żeby to sobie przypomnieć. Mieliśmy się spotkać już w najbliższy weekend, a armata wystrzeliła w czwartek wieczorem. Owszem, kiedyś robiłem regulacje, a nawet udoskonalenia i przeróbki w rowerze. To były wszakże inne rowery i inny czas. Czas, że tak się wyrażę, „fazy rozwojowej” fascynacji maszynami i mechanizmami; czas, który przeminął wraz z zakończeniem mutacji i pojawieniem się wąsa. Czas, który przeminął bezpowrotnie. Jednak to właśnie ten czas i świadomość czynów wówczas dokonywanych leżały u podstaw mojej (jak się okazało – na wyrost) pewności w sprawach technicznych. 
Siedzę i dziubię coś przydużym krzyżakiem. Schowałem się w najdalszym kąciku tarasu, by ukryć swoją nieudolność, starając się schować przed światem na wzór alchemika, który odkrył formułę złota. W okularach mi niewygodnie. Bez okularów nie widzę. Siedzę i klnę. Która to jest śrubka L, a która H? – głowię się nad zupełnie fundamentalną dla regulacji tylnej wajchy kwestią. Czasem śrubki są oznaczone. Te akurat nie są. A w tych aptekowych brylach to i tak bym nie zauważył. Szukam modelu przerzutki przez internetową wyszukiwarkę. Jest. – Aha, ta z lewej to L, czyli z prawej będzie H, a jak obrócę kółkami do góry, to będzie odwrotnie – powtarzam oczywiście głośno, gdyż raczej słuchowcem jestem. Niewygodnie i daleko do manetki. Nie mogę się skupić, bo już czuję nadciągającą klęskę wizerunku. Cóż, jestem dorosły, trzeba to wziąć na klatę. – Wiesz, bracie, od moich czasów sporo się zmieniło i nie mogę sobie dać rady. Słabo widzę – zabrzmiało strasznie, ale poczułem ulgę. – Dawaj rower na pakę i jedziemy do warsztatu. Dla pana Grześka to na pewno jest banalna sprawa, a mnie tu zaraz coś strzeli. Adres pamiętam. Na pewno! – uczucie ulgi pogłębiło się. Już na samą myśl, że teraz rowerem zajmie się fachowiec, zrobiło mi się błogo, jakbym udostępnił przedramię pięknej pielęgniarce w celu pomiaru ciśnienia. Swoją drogą, zawsze w takich okolicznościach jest ciut (tym razem nie jest to eufemizm) podniesione. W drodze powrotnej kupiliśmy mocniejsze okulary. – Następnym razem dam radę – znowu, jak głupek się podłożyłem. Jakbym upierał się, że muszę być alfą i omegą. Brat uśmiechnął się dyskretnie i powiedział: – Kocham cię, wariacie. Zapamiętałem adres! 
 
Sławomir Bajew – dziennikarz Radia Poznań, prowadzi Listę Przebojów i pasmo południowe, jest autorem popularnych kalamburów. Słynie z tego, że do pracy bez względu na pogodę dojeżdża rowerem. Na łamach „Rowertouru” publikuje od pierwszego numeru.