okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

twojmedyk.pl

sportportal.pl

trasymasy.pl

Reklama

pierwszy rower
pierwszy rower
strona główna >> Lemury jadły nam z ręki

nowości

Limitowane buty

Rowerzyści uwielbiają limitowane edycje produktów – przynajmniej ci, którzy wyszukują nowości dla „Rowertouru”!... »

W drogę z ukochanym...

… pieskiem. Basil – znany producent sakw, koszy i akcesoriów do rowerów miejskich, zaprezentował koszyk na bagażnik,... »

Laweta dla cyklisty

Polska myśl techniczna nie ustaje w poszukiwaniach swojej niszy w rowerowym świecie. Mamy już świetne przyczepki pod sakwy, mamy sakwy, a... »

Dla wymagających

Nowa opona w rodzinie Schwalbe Marathon: GT Tour łączy zaawansowaną ochronę przed przebiciem (6/7 w skali Schwalbe Protection) z nowym profilem... »

Składak na doby

Słynne składaki amerykańskiej firmy DAHON będzie można w tym sezonie nie tylko kupować, ale też wypożyczać. Dzięki możliwości złożenia... »

Skutecznie i bez obijania

Zapięcie Axa Holding 1000 wyróżnia się możliwością wygodnego złożenia do niewielkich rozmiarów i umocowania na przykład na... »

poradniki

Lekka i oddychająca

Nikt z nas nie lubi, gdy mokra od potu odzież lepi się do ciała. Korzyści, jakie płyną ze stosowania termoaktywnego ubioru przemawiają za tym,... »

Qeridoo Kidgoo 2

 rowertest >> Qeridoo Kidgoo 2 »

Korespondencja >> Madagaskar


Lemury jadły nam z ręki

Rafał Janicki
Ten most to pozostałość po francuskim kolonializmie
Dlaczego Madagaskar? Chyba nie muszę pisać, wiedzą to nawet dzieci. Owszem, lemury, ale nie tylko. Pomysł rowerowej wyprawy po Madagaskarze był Krzysztofa. Przygotowania trwały rok, ja zająłem się stroną techniczną. Organizowałem bilety, GPS-y działające off-line, uczyłem się podstaw malgaskiego, kompletowałem ekwipunek. Krzyś planował trasę i moc atrakcji. Półtora miesiąca przed wyprawą wszystko było gotowe. 
 
Byłem akurat z synami na rowerowej wyprawie po Austrii, Włoszech i Słowenii, kiedy otrzymałem telefon od kuzyna: zmieniam plany, zrobimy to inaczej niż wszyscy. I tak się stało.
Do Tôlanaro, na południu Madagaskaru, docieramy po trzech dniach podróży. W końcu wsiadamy na rowery i ruszamy. Przejeżdżamy pierwsze 15 kilometrów asfaltem, po czym nawierzchnia zmienia się w czerwoną, dziurawą drogę, z wieloma kałużami – tak już zostanie przez najbliższe sześć dni. Po przejechaniu 40 kilometrów pierwszą noc spędzamy w namiocie, obok chaty króla wioski. Nieodłącznie towarzyszy nam uczucie osaczenia. Aby odetchnąć, wyrywamy się z królem do baru oddalonego o cztery kilometry. Przez cały pobyt na Madagaskarze mamy wrażenie, że ktoś na nas patrzy, ale nie jest to powód do obaw, wręcz przeciwnie, wielu tubylców czuje się za nas odpowiedzialnych do tego stopnia, że otrzymujemy propozycje towarzyszenia nam w podróży, a nawet nocowania przy naszym namiocie lub z nami w chacie.
Drugiego dnia wyprawy przez chwilę nieuwagi zbaczamy z wyznaczonej drogi i błądzimy, tracąc około trzech godzin. Na szczęście zostaje nam to wynagrodzone, gdyż ku naszemu zaskoczeniu, szybciej niż się spodziewaliśmy, spotykamy pierwszego lemura. Nie wiedziałem, że te zwierzęta zrobią na mnie aż takie wrażenie – są uczuciowe, a ich łapki bardzo delikatne i miękkie.
Kolejny dzień to ciąg dalszy walki z drogą, z czerwoną, lepką mazią, z licznymi przeprawami przez kałuże, w których brodzimy aż po osie kół. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 


Zdjęcie: Rafał Janicki, Krzysztof Singer