okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży
pierwszy rower
skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

twojmedyk.pl

sportportal.pl

trasymasy.pl

Reklama

strona główna >> Przełęcze wzywają!

nowości

BCM Nowatex Vezuvio Vento Black

Jesienią zeszłego roku w nasze ręce wpadła najnowsza kurtka polskiej marki Vezuvio (BCM Nowatex). Vento Black to lekka i wszechstronna kurtka... »

poradniki

Z duchem czasu

To, co starsze, nie zawsze jest lepsze. Czasem warto przełamać swój lęk i przykładowo przejechać się na rowerze z 29-calowymi kołami.... »

Korespondencja >> RPA: wokół Zachodniego Przylądka, część II


Przełęcze wzywają!

Paweł Pesz
Jedna z bajecznych panoram Półwyspu Przylądkowego: tu z widokiem na Clifton i górę Lion's Head
Po opuszczeniu wybrzeża Oceanu Indyjskiego trasa mojej rowerowej pętli dookoła południowoafrykańskiego Zachodniego Przylądka prowadziła przez Góry Outeniqua oraz przełęcz Robinson do kotliny Karru Małe i położonego pośrodku niej miasta Oudsthoorn. 
 
Podjazd zaczął się po 20 kilometrach nienagannej asfaltowej R328 i trwał przez kolejne 30. Tradycyjnie klucz do sukcesu stanowiło równe tempo, choć przerwy na robienie zdjęć też się przydawały. Krajobraz zmienił się w niemalże alpejski, z wysokimi drzewami iglastymi. Na przełęczy uwieczniłem swój wyczyn przy tablicy z metrażem, pokrzepiłem się przekąską i ruszyłem w dół. Zrobiło mi się autentycznie zimno, bo mknąłem z dużą prędkością. Przed Oudtshoorn minąłem wiele ferm strusi, z których miasto słynie na całą Południową Afrykę. 
Kolejny dzień obfitował w atrakcje. Zaczęły się w prywatnym rezerwacie Buffelsdrift, leżącym kilka kilometrów na północ. Został on założony na terenie byłej farmy z miejscami noclegowymi, rozlokowanymi wokół sporego zalewu, utworzonego do nawadniania upraw. Poziom wody spadł drastycznie, ale na szczęście starczyło jej dla pary hipopotamów, które wystawiały co jakiś czas czubki głów i nosy. Stojąc na wygodnej platformie widokowej na brzegu, trudno było uwierzyć, że pod spodem kryje się kilka ton zwierzęcia. Można też tam spotkać surykatki oraz trzy słonie, sprowadzone z Parku Narodowego Krugera.
Piętrzące się przede mną pasmo Gór Czarnych (Swartberg) przybliżało się z każdym kilometrem, ale najpierw czekała mnie chwila wytchnienia w jaskiniach Cango. Zostały one odkryte w 1780 roku przez miejscowego farmera, a ich długość szacuje się na około pięć kilometrów, z czego kilometr udostępniono turystom. Można je zwiedzać wyłącznie z przewodnikiem. Nie skusiłem się na opcję, w której zwiedzający dodatkowo przeciska się przez wąskie szczeliny, zwężające się nawet do 30 centymetrów. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”

 



Zdjęcie: Paweł Pesz