okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży
pierwszy rower
skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

twojmedyk.pl

sportportal.pl

trasymasy.pl

Reklama

strona główna >> Podziwiam, ale nie zazdroszczę

nowości

BCM Nowatex Vezuvio Vento Black

Jesienią zeszłego roku w nasze ręce wpadła najnowsza kurtka polskiej marki Vezuvio (BCM Nowatex). Vento Black to lekka i wszechstronna kurtka... »

poradniki

Z duchem czasu

To, co starsze, nie zawsze jest lepsze. Czasem warto przełamać swój lęk i przykładowo przejechać się na rowerze z 29-calowymi kołami.... »

Na finiszu


Podziwiam, ale nie zazdroszczę

Sławomir Bajew
 
Pewna życiowa okoliczność zmusiła mnie do przyjrzenia się kurierom rowerowym. Ktoś bardzo, ale to bardzo mi bliski zwierzył się albowiem ze swoich zamiarów zostania tymże. Codziennie, gdy jestem w mieście, widzę pędzących na swoich maszynach rowerowych pasjonatów, których zadanie polega na jak najszybszym dostarczeniu przesyłki z punktu A do punktu B. Jedni mają na ramionach jakieś dziwnie wyglądające skrzynio-plecaki, które przypominają mi sprzedawców lodów bambino z czasów dzieciństwa, inni mkną z przewieszoną przez jedno ramię cienką torbą. Są jeszcze inne pojemniki przytraczane do pięknych (i mniej pięknych czasem) rowerów. Pełnią zapewne różne funkcje, bo raczej innej infrastruktury kurierskiej będzie wymagało przewiezienie kalafiorowej czy sushi, a innej dostarczenie koperty z notarialnym aktem. Ileż ten zawód w sobie kryje niespodzianek?  Co oni wożą? Czy w ogóle ich to obchodzi? W końcu myślę, że to straszliwie niebezpieczny zawód. Codzienne przemieszczanie się po zatłoczonym mieście: po ulicach, deptakach i chodnikach. Presja czasowa. Presja zleceniodawcy i kontrolera zlecającego zadanie. Lawirowanie wśród aut stojących w korkach, w bezpośrednim pobliżu mocno poirytowanych kierowców. A potem jeszcze (pewnie wcale nie tak rzadko) skwierczenie oczekującego na przesyłkę: Dłużej nie było można? 
O rany, są pewnie takie sytuacje w tej wymagającej cały dzień koncentracji pracy, które nie przychodzą mi do głowy. Ale – tak kombinuję – trzeba naprawdę kochać jeżdżenie na rowerze, żeby po paru dniach, tygodniach czy miesiącach nie zbrzydła i nie znudziła się ta robota. Właśnie, nie znudziło się Wam? Dobra, jak jest sucho, ciepło i słonecznie, rozumiem, że jakoś można wydobyć odrobinę frajdy z ruchu na „świeżym” powietrzu. Ale jesienią? Zimą? Gdy dżdżysty dzień się zapowiada, to radośnie wstajecie do pracy? Co takiego jest w tym zajęciu, że ludzie wciąż garną się do niego? 
Coś mi się wydaje, że część osób, którym marzy się taki sposób zarabiania (czasem dorabiania) na życie, widzi tylko romantyczną, marzycielską stronę owej ciężkiej pracy. Że poprawi się kondycja? No pewnie, nie zbiję tego argumentu. Wręcz krzyknę: na pewno tak! Trzeba ponadto zainwestować w stosowny sprzęt: odpowiednio lekki rower, wodoodporną i oddychającą odzież (a właśnie: zawsze można na sportowo, czy inny sznyt też czasem jest wymagany?), plan miasta w głowie, co najmniej podstawowe umiejętności związane z usuwaniem możliwych awarii etc. 
Kurierzy rowerowi! Głoszę pełną piersią szacunek do Was i Waszej pracy. Podziwiam, ale raczej nie zazdroszczę. Raczej nie radziłbym sobie z presją i tym, że marzycielskie moje nastawienie pewnie szybko skutkowałoby przygrzmoceniem w jakieś auto przede mną? A chlapią na Was, jak jedziecie w deszczu, czy grzecznie i bezpiecznie omijają? Już, już kończę i jeszcze kolejne pytanie się rodzi. Więc urywam gwałtownie, by powrócić jeszcze w tym roku do Was, kurierowa braci! Bo słyszałem, że nie przepadają za Wami kierowcy (zwłaszcza dryndziarze*). Prawda to czy nieprawda?
* dryndziarz – w gwarze Poznania dawniej dorożkarz, dzisiaj kierowca taksówki

Sławomir Bajew – dziennikarz Radia Poznań, prowadzi Listę Przebojów i pasmo południowe, jest autorem popularnych kalamburów. Słynie z tego, że do pracy bez względu na pogodę dojeżdża rowerem. Na łamach „Rowertouru” publikuje od pierwszego numeru.
 


Zdjęcie: Sławomir Bajew