okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży
pierwszy rower
skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

twojmedyk.pl

sportportal.pl

trasymasy.pl

Reklama

strona główna >> Cztery razy muszę zmienić półkulę

poradniki

Z psem na koniec świata!

Spakowany plecak, mapa w ręku i bilet na majówkę! Już chcesz wyjść z domu, ale czujesz mrowienie na plecach, bo… ktoś cię... »

Styl życia >> Maciej Wdowski


Cztery razy muszę zmienić półkulę

Z Maciejem Wdowskim, znanym jako Kosmopolack, który na rowerze elektrycznym jedzie dookoła świata, rozmawia Jakub Terakowski
Podczas zwiedzania Odessy
Kiedy wyjechałeś?
– W czerwcu ubiegłego roku.

A po co wyjechałeś?
– Z kilku powodów. Po pierwsze, zmieniłem pracę etatową na projektową, co przestało mnie wiązać z miejscem, w którym spędzałem osiem godzin dziennie. Poza tym rozstałem się z partnerką. A ponieważ zawsze marzyłem o podróży dookoła świata, pomyślałem, że jak nie teraz, to kiedy. Młody już nie jestem, wrócę z czterdziestką na karku i czas będzie wtedy pomyśleć o stabilizacji. Nie wiem jednak, czy uda mi się ustatkować, bo już myślę o następnej wyprawie... (śmiech). Tym razem na motorze, aby zobaczyć wszystkie miejsca, które chciałbym zobaczyć, lecz ominąłem, bo znajdują się 100, 200 kilometrów od mojej trasy, czyli poza zasięgiem roweru.

Pięć kontynentów, 50 krajów, 50 000 kilometrów rowerem dookoła świata: skąd pomysł?
– Marzenie dzieciństwa... Może odwiedzę szósty kontynent, może zobaczę jeden lub dwa kraje więcej, ale 5, 50, 50 000 wygląda lepiej niż 6, 52, 51 000.

Ile już przejechałeś? Którędy?
– Netto ponad 10 000 kilometrów, a licząc przeprawy statkami oraz samolot – trochę więcej, Ale kilometrów niepchanych siłą własnych nóg nie liczę. Dokładnie na rowerze przejechałem przez: Ukrainę – 1050 km, Mołdawię – 300 km, Rumunię – 550 km, Bułgarię – 250 km, Gruzję – 1100 km, Azerbejdżan – 500 km, Kazachstan – 1650 km, Kirgistan – 600 km, Indie – 2100 km oraz Nepal – 1100 km. W Malezji już 500 kilometrów za mną, a do tego jeszcze 100 kilometrów w Singapurze.

Na swojej stronie opublikowałeś szczegółowy harmonogram, ale chyba nie udaje Ci się go przestrzegać... 
– Niestety, nie. Jestem bardzo spóźniony, więc nie oszczędzam nóg i doganiam czas. Na południu Australii będę musiał znów zrobić „kazachski trik”, czyli wrzucić wszystko na ciężarówkę i uciec z miejsc, gdzie nie ma wody. A to blisko połowa odcinka z Perth do Sydney. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 
 


Zdjęcie: Archiwum Macieja Wdowskiego