okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży
pierwszy rower
skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

twojmedyk.pl

sportportal.pl

trasymasy.pl

Reklama

strona główna >> Po własnych śladach

poradniki

Z psem na koniec świata!

Spakowany plecak, mapa w ręku i bilet na majówkę! Już chcesz wyjść z domu, ale czujesz mrowienie na plecach, bo… ktoś cię... »

Na szlaku >> południowa Małopolska


Po własnych śladach

Marek Rokita
Za Krowiarkami czeka mnie długi zjazd w pełnym słońcu z wiatrem w plecy
Skoro tak mi się tu podoba, to dlaczego przyjeżdżam tak rzadko? Skoro bywam tu tak rzadko, to dlaczego nie ominę miejsc, które już odwiedziłem? Po co tłuc się kilka godzin w pociągu, żeby jeździć, gdzie się jeździło, oglądać, co się widziało? I to w regionie tak bogato obdarowanym przez naturę i historię.
 
Bo się podobało, bo zaczarowało, bo tak i już – te trzy powody powinny wystarczyć. A poza tym to nie do końca tak, jak napisałem wyżej. Chciał nie chciał, odwiedzę jednak parę nowych miejsc, przejadę kilka nowych dróg. I mimo że przez większość czasu będę się poruszał po własnych śladach, każde ze znanych miejsc pokaże swoje inne oblicze. 
W Krakowie mógłbym utknąć na całe przeznaczone na wycieczkę cztery dni. Przemykam więc chyłkiem przez Stare Miasto i Kazimierz, nie zatrzymując się po drodze. Jednak, oczywiście, po wyjściu z pociągu jest parę spraw do załatwienia, a przede wszystkim coś do kupienia, więc mimo wszystko stawiam swoją stopę na krakowskiej ziemi. Zatrzymuję się na Podgórzu i dokonuję zakupów na kilka następnych godzin jazdy. Podgórze jest dzielnicą, do której nigdy nie dotarłem, a przecież wraz z kilkoma innymi jest elementem historycznego zespołu miasta, wpisanego na listę Pomników Historii. Zabytkowość Podgórza przy Starym Mieście i Kazimierzu skromnie wygląda, ale zaległość nadrobiona. Z Krakowa wydostaję się najkrótszą możliwą drogą, jednak szum dwu i czterosuwów szybko staje się nie do zniesienia. Wytchnienie łapię w jakiejś wiosce, wjeżdżam w pierwszą szerszą drogę i wkrótce dojeżdżam do rynku w Mogilanach, gdzie po raz pierwszy łapię nie tylko wytchnienie od hałasu, ale i od ciągłego kręcenia pedałami. Dopiero teraz czuję, że wycieczka się rozpoczęła.
Rynki małopolskie... Ten jest zadziwiający, bo Mogilany nigdy miastem nie były. Parę innych zadziwi mnie swą parkingowością i przelotowością ulic, ale jeszcze nie dziś. 
 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”


Zdjęcie: Marek Rokita