okładka
okładka
strona główna w numerze nagroda Rowertouru kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży
pierwszy rower
skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

centrumrowerowe.pl

znajkraj.pl

trasymasy.pl

sportportal.pl

Reklama

strona główna >> Jak było na Wschodzie

nowości

Oryginalny trenażer

Trenażery mają swoich zaciekłych wrogów i tych, którzy traktują je jako zło konieczne. Rzadko kto trenuje w domu, bo lubi –... »

Powrót M-BIKE’A

Pamiętacie polskiego producenta rowerów o nazwie M-BIKE, który kilka lat temu zniknął z rynku? Marka pochodząca z Jabłonnej koło... »

NuVinci zmienia nazwę

Znane piasty planetarne z bezstopniową regulacją przełożenia od tego roku będą dostępne pod nową nazwą: Enviolo. Piasta we... »

Otwieracz dla cyklisty

Na rynku pojawił się kolejny gadżet dla wielbicieli „niebieskiego” producenta akcesoriów rowerowych i outdoorowych, czyli marki... »

Kurtka w kolorze fluo

Firma Accent pokazała nowe kurtki uszyte z trójwarstwowego materiału z membraną Zero Wind. Przedni panel odblaskowy został wykonany z... »

FLR w Polsce

Buty włoskiej marki FLR mogą być interesującą alternatywą dla obuwia droższych producentów. Widoczne na zdjęciu turystyczne buty MTB... »

poradniki

Na Śnieżnik grubasem

Nienawidzę zimna. Od kiedy pamiętam, zawsze byłam zmarzluchem. Zimne ręce i stopy to moja zmora, a gdy tylko przychodzą pierwsze jesienne... »

Na siodełku bez bólu

Przygoda z rowerem zaczyna się w chwili, kiedy pierwszy raz na nim siądziesz i poczujesz więź, która pozostanie do końca życia.... »

Na szlaku >> Polska północno-wschodnia


Jak było na Wschodzie

Andrzej Lewandowski
Odrestaurowany zamek w Tykocinie
Przyznam się, że miałem pokusę opisania mojego corocznego, rowerowego urlopu w standardowy sposób. To znaczy: pierwszy dzień – wysiadłem tu, pojechałem tam, po drodze było to i tamto. Drugi dzień – wstałem rano, ruszyłem do jakiegoś celu, po drodze widziałem to i to. Trzeci dzień..., czwarty..., ostatni... Było świetnie, jeszcze tu wrócę, tym bardziej, że nie widziałem tego i tego. Coś jednak spowodowało, że zrezygnowałem z tej metody. Była to ostatnia część „Shreka”.
 
Pamiętacie ten film? Kiedy ogr, zmęczony coroczną rutyną, tym, że żyli długo i szczęśliwie oraz że „było im zielono”, postanowił nieco zamieszać w swoim życiu, co doprowadziło do poważnych komplikacji? Ja wprawdzie nie jestem jeszcze znudzony rowerowaniem i długo nie będę, ale codziennie było mi zielono. Taki tam mają klimat. Jest zielono, są lasy, łąki, krowy, bociany, natura, którą cały czas chłonie się z siodełka. Dlatego opisując wyjazd, musiałbym co kilka zdań wtrącać, że „było mi zielono”. Kto by to wytrzymał?
Za to najczęstszym pytaniem po powrocie z każdych wakacji jest: „Jak było?”. Postaram się zatem powiedzieć coś więcej niż „było fajnie”.
Miejmy to z głowy. Było naprawdę zielono i to codziennie. Począwszy od pierwszego dnia – wyjazdu z Giżycka i drugorzędnych, mało uczęszczanych dróg wschodniej części województwa warmińsko-mazurskiego oraz przez całą drogę wzdłuż północnej granicy naszego kraju, prowadzącą od Gołdapi poprzez Pluszkiejmy, Żytkiejmy, Wiżajny i inne miejscowości o równie ciekawych nazwach, aż do Puńska, stolicy polskich Litwinów. Muszę nadmienić, że do tej pory niewiele jeździłem po tej części Polski, w zasadzie raptem dwa dni. Jednak dwa dni spędzone cztery lata temu w okolicach Ełku wystarczyły, żeby podjąć mocne postanowienie powrotu. Oczywiście, na rowerze. Jadąc samochodem, traci się prawie wszystkie wrażenia. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 
 
 
 


Zdjęcie: Marek Rokita