okładka
okładka
strona główna w numerze nagroda Rowertouru kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży
pierwszy rower
skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

centrumrowerowe.pl

znajkraj.pl

trasymasy.pl

sportportal.pl

Reklama

strona główna >> 7/2017 >> 7/2017 >> Amazonka moim Everestem

nowości

Więcej światła

CatEye – japońska marka produkująca elektroniczne akcesoria rowerowe (głównie liczniki i lampki) odświeżyła swoją kolekcję... »

Toster turystyczny

Zabieranie ze sobą na wyprawę tostera może się wydawać sporą przesadą, jednak warto się dłużej zastanowić nad tym pomysłem. Gdy... »

Miejskie Shimano

Rowery typu Urban nie są często spotykane na polskich ulicach, ale zawsze przykuwają uwagę w katalogach: niegrzeczne, interesujące,... »

Pirelli dla cyklistów

Włoska marka opon samochodowych po latach przerwy powraca do rowerowego peletonu. Na początku ubiegłego wieku opony Pirelli jeździły w rowerach... »

Nowa kolekcja

Endura pokazała ubrania na sezon 2018, wśród których od razu wpadła mi w oko bluza Hummvee Hoodie 2018 – cywilny wygląd,... »

Gruby bagażnik

Szukasz bagażnika dostosowanego do naprawdę szerokich opon? Fatrack od Krossa został zaprojektowany do zadań specjalnych, gdy zwykłe gumy to... »

poradniki

Między biegami

W 2017 roku amerykańska marka SRAM ogłosiła wszem i wobec śmierć przedniej przerzutki. Hasło przyjęto z dużą ekscytacją, zwłaszcza w... »

Styl życia >> Hubert Kisiński


Amazonka moim Everestem

Z Hubertem Kisińskim, który z Davidem Andresem przemierzył Amazonkę na rowerach, rozmawia Jakub Terakowski
Rowery amazońskie, pierwszy dzień na wodzie po wypłynięciu z Atalai w rejonie Ashaninka. Jeszcze ponad 6000 km do Atlantyku
Ilu ludzi pokonało Amazonkę?
– Tak jak my? Od źródeł do ujścia, o własnych siłach? Około 20. 

A na rowerze?
– Na przemian wodnym i lądowym? Nikt.

Nie prościej byłoby kajakiem?
– Prościej, lecz drożej. Rower wybraliśmy z biedy.

Z biedy?
– Dobry kajak górski kosztuje kilka tysięcy dolarów, kajak morski jest jeszcze droższy, a potrzebne byłyby nam dwa komplety: dla każdego po jednym na górny i dolny odcinek Amazonki. Nie stać nas było na taki wydatek. Wtedy Dawid Andres (mój przyrodni brat) pomyślał o rowerze. Popatrzył na mapę: drogi prowadzą wzdłuż koryta rzeki tylko przez pierwszych 100 kilometrów, niżej zaczyna się w dużej mierze nieprzejezdna dżungla. Przejechać się nie da, ale przepłynąć – owszem. A zatem... amfibia! Rower na drogę i wodę.

Tak powstał rower amazoński...
– Nie, tak pojawiła się dopiero jego wizja, a później został opracowany prototyp. Natomiast sam rower amazoński powstawał stopniowo przez pierwszą połowę wyprawy. Od pierwotnego różnił się niezliczoną liczbą modyfikacji i przeróbek. Na miano rowerów (w pełni) amazońskich nasze pojazdy zasłużyły właściwie dopiero na etapie, gdy płynęliśmy od Santarém, bowiem dopiero wtedy ich konstrukcje były w stanie sprostać trudom wyprawy po Amazonce. Prototyp (a ściślej: dwa) przygotował Piotr Przybylski i przysłał nam (przez Dominika Dąbrowskiego) do miejscowości Atalaya, gdzie kończył się górski, a zaczynał wodny etap naszej podróży. Tam zobaczyliśmy te konstrukcje po raz pierwszy. W paczce znajdowały się setki części, z których – jak zapewniał Piotr – można było złożyć dwa specyficzne rowery wodne. Setki części i nic ponadto, ani instrukcji montażu, ani nawet zdjęcia. Poczułem się jak nad gigantyczną górą puzzli. Trzy dni trwało ich złożenie. Po zwodowaniu...
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 


Zdjęcie: Dawid Andres