okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży
pierwszy rower
skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

twojmedyk.pl

sportportal.pl

trasymasy.pl

Reklama

strona główna >> 7/2017 >> Poczuć rowerowy flow

nowości

BCM Nowatex Vezuvio Vento Black

Jesienią zeszłego roku w nasze ręce wpadła najnowsza kurtka polskiej marki Vezuvio (BCM Nowatex). Vento Black to lekka i wszechstronna kurtka... »

poradniki

Z duchem czasu

To, co starsze, nie zawsze jest lepsze. Czasem warto przełamać swój lęk i przykładowo przejechać się na rowerze z 29-calowymi kołami.... »

Na szlaku >> Góry Izerskie


Poczuć rowerowy flow

Marek Węglorz
Urzekające piękno Gór Izerskich nieopodal Chatki Górzystów
Szlaki rowerowe pod Smrekiem, fachowo nazwane singletrackami, z pewnością znane są wszystkim rowerzystom górskim. Czy jednak zainteresują rowerowego turystę?
 
Muldy, bandy, hopki zapewne nie są typowymi przeszkodami, na które trafiają turyści. Z tego powodu na początku bardzo sceptycznie przyjąłem propozycję jazdy w kółko, po pętlach wytyczonych na pograniczu polsko-czeskim. Bliskość naszego lokum i tras nie pozostawiała jednak wyboru – należało przynajmniej spróbować, a nuż da się tu jeździć na zwyczajnym sztywniaku? Poza tym na wyciągnięcie ręki mieliśmy trasy rowerowe Gór Izerskich, więc nie byliśmy skazani tylko na jazdę w okolicy Świeradowa-Zdroju i Novégo Města pod Smrkem. 
Meldujemy się w hotelu przebrani w rowerowe szorty, co nikogo tutaj nie dziwi, bo to miejsce przyjazne rowerzystom. Punktualnie w samo południe wyruszamy na spotkanie przygody. Hotel Malinowy Dwór leży w dzielnicy Czerniawa-Zdrój, z dala od uzdrowiskowego zgiełku Świeradowa-Zdroju, od którego oddalony jest o pięć kilometrów. Za to zaledwie 300 metrów dzieli nas od wjazdu na singletracki. Jadę najpierw powoli, pozwalając sobie i mojej maszynie zaadaptować się do nowych, niecodziennych warunków. Ponadto na początku odczuwam trudy związane z niewyspaniem i ponad 400-kilometrową podróżą. Nauczony jazdą w górach, zachowuję czujność i jestem przygotowany na niespodzianki w postaci gwałtownych podjazdów i zjazdów, a nawet podejść. Z każdym pokonanym kilometrem trasy odczuwam jednak coraz większą przyjemność. Noga podaje, a ścieżka zdaje się sama prowadzić właściwym torem. Mój zwykły rower górski, doposażony w bagażnik pod sakwy i fotelik dziecięcy, uniwersalne pedały i podpórkę, także całkiem poprawnie radzi sobie na ciasnych zakrętach. Trasa jest utwardzona i prowadzona zakosami w lesie, na wysokości około 500 metrów n.p.m., z niewielkimi przewyższeniami, choć cały czas nieco w górę i nieco w dół. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 
 


Zdjęcie: Marek Węglorz