okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży
pierwszy rower
skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

twojmedyk.pl

sportportal.pl

trasymasy.pl

Reklama

strona główna >> 12/2015 >> Kangur ucieka, bawół atakuje

nowości

BCM Nowatex Vezuvio Vento Black

Jesienią zeszłego roku w nasze ręce wpadła najnowsza kurtka polskiej marki Vezuvio (BCM Nowatex). Vento Black to lekka i wszechstronna kurtka... »

poradniki

Z duchem czasu

To, co starsze, nie zawsze jest lepsze. Czasem warto przełamać swój lęk i przykładowo przejechać się na rowerze z 29-calowymi kołami.... »

Korespondencja >> Australia – z Terytorium Północnego do Australii Zachodniej


Kangur ucieka, bawół atakuje

Michał Sitarz
Przez piaski i busz
Australia. Kolejny odległy ląd, kolejna podróż w nieznane. Wprost nie mogę się doczekać tego jedynego w swoim rodzaju uczucia, od którego, przyznaję, jestem uzależniony. 
 
Uczucie to, a ściślej rzecz ujmując – ten stan umysłu, jest bezpośrednią reakcją na pojawienie się w nowej rzeczywistości. To pierwotne, dziecięce uczucie zdziwienia w zetknięciu z nowym, nieznanym, zaskakującym. Uczucie to towarzyszy próbie odnalezienia się w nieznanych realiach, pojawia się w zetknięciu z nowymi obrazami, dźwiękami, zapachami. Doczekaliśmy czasów, że Australia stała się dla nas względnie łatwo dostępna. Tym samym awansowaliśmy do grona tych lepszych. My, Polacy, dołączyliśmy do narodów tego świata, dla których uzyskanie elektronicznej wizy eVisitor to banalne kilka kliknięć w internecie. Z jednej strony daje to poczucie satysfakcji z awansu w globalnej hierarchii po dziesiątkach lat bycia tymi gorszymi, dla których spora część świata pozostawała niedostępna. Z drugiej jednak strony pojawia się smutek na myśl o tych, którzy nigdy wizy nie dostaną i takiej Australii, ba, nawet takiej Polski, nie ujrzą, przyszli bowiem na świat w mało korzystnej lokalizacji czasoprzestrzennej. 
Nagromadzenie wielu spraw w codzienności sprawia, że niespecjalnie przygotowujemy się teoretycznie do tej podróży. Taka sytuacja ma jednak sporo plusów. Czyż bowiem przyswojenie wielu faktów o najmniejszym kontynencie nie przekreśliłoby szans na przeniesienie się na nieznany ląd? Czy nie odebrałoby tego, co jest najważniejsze w odkrywaniu: zaskoczenia? A tak znamy miejsce przylotu (Darwin) i odlotu (Perth). To wszystko. Oczywiście dużą wagę przywiązujemy do sprzętu, serwisu rowerów, przygotowania na wypadek doznania różnych obrażeń. Bez specjalnego założenia oglądamy za to przez kilka tygodni australijskie obrazy filmowe, takie jak „Walkabout”, „Duch Jindabyne”, „Piknik pod Wiszącą Skałą”.
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 
 


Zdjęcie: Michał Sitarz