okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży
pierwszy rower
skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

twojmedyk.pl

sportportal.pl

trasymasy.pl

Reklama

strona główna >> 11/2015 >> Gruzińska przygoda życia

nowości

BCM Nowatex Vezuvio Vento Black

Jesienią zeszłego roku w nasze ręce wpadła najnowsza kurtka polskiej marki Vezuvio (BCM Nowatex). Vento Black to lekka i wszechstronna kurtka... »

poradniki

Z duchem czasu

To, co starsze, nie zawsze jest lepsze. Czasem warto przełamać swój lęk i przykładowo przejechać się na rowerze z 29-calowymi kołami.... »

Kalejdoskop


Gruzińska przygoda życia

Podróżowanie rowerami po Kaukazie było przygoda życia
Gdy pół roku wcześniej planowaliśmy wyprawę na Kaukaz, nastawiliśmy się głównie na przyjemność związaną z podróżą rowerem, zobaczeniem przepięknych krajobrazów i ciekawych miejsc. I to wszystko się udało. Nie przypuszczaliśmy jednak, że Kaukaz, a w szczególności Gruzja, najbardziej urzeknie nas swoimi mieszkańcami i ich nastawieniem do nas – turystów Polaków.
Już podczas odprawy na lotnisku w Kutaisi zostaliśmy przywitani butelką gruzińskiego wina. Gdy wjechaliśmy do Swanetii, najwyżej i najpiękniej położonego górskiego regionu Gruzji, na każdym kroku byliśmy zaczepiani i pytani: skąd jesteśmy, gdzie jedziemy, co nam się tu podoba? Nie była to jednak wścibska ciekawość, ale ludzki odruch gościnności. Gruzini za każdym razem dziękowali, że ich odwiedziliśmy. Rozmawiali z nami, oferowali pomoc i gościnę. Dotyczy to zarówno policjantów, pasterzy, kobiet stojących za sztachetami wiejskich płotów, jak i kierowców samochodów zatrzymujących się zawsze, gdy przytrafiła nam się awaria. Nie wspominając już o pozdrawiających nas kierowcach samochodów. Jakby tego było mało, nierzadko byliśmy zapraszani – z czego chętnie korzystaliśmy – na imprezy rodzinne, uroczystości świąteczne, a nawet częstowani czaczą, czyli gruzińskim bimbrem, który serwowali nam sprzedawcy arbuzów czy przypadkowo spotkani na drodze pasterze. Od kobiet stojących przy straganach wzdłuż szosy dostawaliśmy owoce, z podziękowaniem, że tu przyjechaliśmy, i to na rowerach.
Jazda po gruzińskich drogach, oprócz tego, że sama w sobie była ekscytująca, co chwilę nas czymś zaskakiwała. Droga oznakowana na mapach jako krajowa, jedna z głównych, okazywała się polną i kamienistą, dla samochodów z napędem na cztery koła, ostro wspinającą się w górę lub sprowadzającą w dół. To właśnie na takich drogach złapaliśmy najwięcej gum. 
Maciej Szramka
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 


Zdjęcie: Maciej Szramka