okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży
pierwszy rower
skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

twojmedyk.pl

sportportal.pl

trasymasy.pl

Reklama

strona główna >> 5/2012 >> Jak tę kolej zbudowano?

nowości

BCM Nowatex Vezuvio Vento Black

Jesienią zeszłego roku w nasze ręce wpadła najnowsza kurtka polskiej marki Vezuvio (BCM Nowatex). Vento Black to lekka i wszechstronna kurtka... »

poradniki

Z duchem czasu

To, co starsze, nie zawsze jest lepsze. Czasem warto przełamać swój lęk i przykładowo przejechać się na rowerze z 29-calowymi kołami.... »

Na szlaku >> Norwegia – Rallarvegen


Jak tę kolej zbudowano?

Marzena Cecuła
Próbowałam się porozumieć? Bezskutecznie

Norwedzy mówią, że ten szlak trzeba przejechać, bo z Rallarvegen jest trochę jak z Paryżem. Nie można nie wjechać na wieżę Eiffla, aby nie zostać posądzonym o turystyczne ignoranctwo.

Rallarvegen w języku polskim to nic innego jak droga kolejowa, a konkretnie trakt biegnący wzdłuż torów, którym transportowano materiały do budowy linii kolejowej. Ta, która dziś jest jednym z najbardziej znanych szlaków rowerowych w Norwegii, powstała podczas budowy linii kolejowej Oslo – Bergen, uruchomionej w 1909 roku. Jako szlak dla cyklistów drogę otwarto w 1974 roku, ale popularność przyniósł jej dopiero koniec lat 80. ubiegłego stulecia i moda na rowery górskie. Tylko tyle lub aż tyle wiedzieliśmy o szlaku, rozpoczynając z nim przygodę.
Startujemy na wysokości 1000 metrów n.p.m., w miejscowości Haugastøl. Tuż przy wjeździe na szlak stoi schronisko, przy którym funkcjonuje imponująca wypożyczalnia rowerów. Setki bicykli czekają tu na turystów z całego świata, którzy podczas objazdu Norwegii samochodami bądź autokarami jako żelazny punkt wpisany mają przejazd choćby fragmentu historycznego Rallarvegen. Możliwość wypożyczenia roweru dodatkowo usypia naszą czujność. Bo jeśli bicykl wypożyczyć może każdy, kto wsiada na niego pomiędzy jednym a drugim rejsem po fiordach, to chyba szlak nie może być zbyt trudny. Pierwsze 15 kilometrów do szlabanu i znaku zakazującego wjazdu kierowcom i motocyklistom tylko potwierdza nasze wcześniejsze przypuszczenia. Pedałuje się lekko, łatwo i przyjemnie. Szlak jest ubity i równy. Za szlabanem pojawiają się wprawdzie drobne, luźne kamyki, ale w żaden sposób nie utrudniają jazdy. Droga cały czas lekko się wznosi, ale i to nie budzi w nas negatywnych emocji. Po 27 kilometrach jesteśmy w Finse. To najwyżej położona – na wysokości 1222 metrów n.p.m. – stacja kolei bergeńskiej, będąca jednocześnie najwyżej położoną stacją w całym królestwie. Jako że do Finse nie prowadzą żadne drogi, całoroczna kolej jest tu jedynym środkiem transportu. Jedynie latem otwierana jest droga, którą jedziemy, dzięki czemu można tam dotrzeć rowerem lub pieszo.
Lodowa planeta Hoth

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”

 



Zdjęcie: Marzena Cecuła